|
NA
POŻEGNANIE XX WIEKOWI
uczyli miłości na opak
z jednoosobowym
paradygmatem
rozumy mieli wielkie a
serca małe
zarżnęli świnie krowy
wystrzelali kury i kaczki
książki dały im ciepło
wozili kable i sznurki
zabawki i rozkładane
tapczany
transporty kołysały się
słodko
z prawa na lewo
z zachodu na wschód
podeptali krzyże i urwali
łeb Chrystusowi
grali nim w piłkę do
późnego wieczora
aż mama zawołała na
kolację
jajecznica smakowała jak
nigdy
wyostrzone zęby wtapiały
się w nią jak w masło
z brody skapywał tłuszcz
kropla po kropli
kropla po kropli
poprzestawiali zegary na
czas wysoce zmienny
biologicznie
nie było strachu kolacja
zjedzona
nikt się nie złościł nie
wygłaszał przemów
woda zawsze spływała z
gór
jak od sąsiadów z
wyższego piętra
zostawili włączoną pralkę
i zapomnieli
woleli słuchać Mozarta
i tak im było blisko do
niego
że wyrwali z zaświatów
kilka żywych tonów
dwie frazy
i jeden następnik
podliczyli i oznajmili z
dumą
iż metafizyka cenniejsza
|
DZIEWCZYNKA LAT SIEDEM
aria jak skowyt wilka
dziewczynka
lat siedem
umiera na raka
pod czwórką
pod trójką
grają w kulki zielone
przechodziły baby
przyniosły zupę
krupnik
wujek Staszek i siostra
od Janka
sok pomarańczowy
ciocia Mania
zawsze jest taka ciocia
nie martw się dziecko
odrosną ci włoski
takie miałaś ładne
kręcone
padła żarówka
kroplówka
splątała się w rączce
sufit jest ciągle tak
samo biały
znów zabrzmiało
co za muzyka
dobrze bierze górne
partie
zjedz krupniku
chociaż trochę
zjedz krupniku
zjedz
wolała jak palą jej żyły
tej spod czwórki już nie
dajemy
naprawdę
ona widzi jakieś motylki
śmiechu warte
niech przestanie wreszcie
krzyczeć
telewizji nie można
oglądać
wiadomości
uciszcie tego bachora
to zabawne że człowiek
musi umierać
jak pospolita
świnia |